Recenzja 1 tomu mangi "Miłość wśród kwiatów wiśni"
By: Karolina "Kirhan" Cebula (sunater) 2016.12.20

W życiu każdego młodego człowieka przychodzi w końcu czas, kiedy musi dokonać pierwszego ważnego wyboru, pożegnać się z przyjaciółmi ze starej szkoły i rozpocząć uczniowskie życie na nowo. Niektórzy wybierają te same licea, trzymając się ze znaną już sobie paczką znajomych, inni muszą dopiero odnaleźć swoje miejsce wśród rówieśników, których dotąd nie znali. Zaliczająca się do tej drugiej grupy Nana nie może pogodzić się z myślą, że jej najlepsza przyjaciółka, Hitomi, wybrała inne niż ona liceum i nie odzywała się od miesięcy. Przypadek sprawia, że dziewczyny spotykają się na ulicy i w końcu mają okazję szczerze porozmawiać. Tymczasem Abe, jedna z koleżanek Nany z klasy, zostaje wciągnięta w szkolne przedstawienie, w którym ma zagrać księżniczkę. Problem w tym, że w roli księcia osadzono osobę pozbawioną taktu i mało rozgarniętą. Inne uczennice tego samego liceum również muszą zmagać się ze swoimi problemami. Natsuka nawet nie przeczuwa, co może ją spotkać w gabinecie szkolnej pielęgniarki, podczas gdy wszystkie myśli Chisato krążą wokół osoby, która bezceremonialnie odrzuciła kiedyś jej pomoc.

„Miłość wśród kwiatów wiśni” to zbiór kilku szkolnych opowieści miłosnych, których wspólny mianownik stanowi w głównej mierze liceum Omi. W siedmiu rozdziałach, poznajemy cztery różniące się od siebie pod wieloma względami historie, z których najważniejsze miejsce w tomiku zajmuje ta skupiająca się na Nanie i Hitomi. Sądzę, że czytelnik raczej nie może narzekać na monotonię i powtarzalność rozdziałów, ponieważ znajdzie tu coś słodkiego, gorzkiego, słodko-gorzkiego, a nawet paranormalnego. Także bohaterki poszczególnych historii są od siebie różne, jako że trafimy zarówno na zwyczajne dziewczyny, jak i na inteligentną piękność, niezbyt rozgarniętą idolkę tłumów oraz na postaci, którym do licealistek już daleko. Wszystko to sprawia, że „Miłość wśród kwiatów wiśni” ma swój wyjątkowy urok i „lekkość”, która zwykle charakteryzuje zbiory one-shotów.

O niewątpliwym talencie Milk Morinagi, mieliśmy okazję przekonać się już dzięki „Girl Friends”, niemniej jednak to właśnie „Miłość wśród kwiatów wiśni” pokazuje w pełni, na co tak naprawdę stać mangakę. Nie ulega bowiem wątpliwości, że o wiele łatwiej oddać ludzkie uczucia oraz stworzyć sensowne zaplecze psychologiczne w serii liczącej kilka tomów. Ponieważ w tym wypadku mamy do czynienia po części z serią one-shotów, zdecydowanie postawiło to autorce poprzeczkę trochę wyżej. Myślę jednak, że Milk Morinaga sprostała zadaniu i spisała się naprawdę dobrze, chociaż jak łatwo się domyślić, trafiamy na historie w różnym stopniu uczuciowo rozwinięte oraz bardziej lub mniej poważne. Niewątpliwie najlepiej rozbudowane są rozdziały poświęcone Hitomi i Nanie, które są prawdziwym sercem „Miłości wśród kwiatów wiśni”. To właśnie one zawierają w sobie jednocześnie słodycz i gorycz właściwe miłosnym historiom, które łapią nas za serce. Trzeba jednak przyznać, że skupiające się na innych bohaterkach rozdziały również mają swój urok, chociaż pojawiający się w jednym z nich wątek paranormalny raczej nie pasuje do całości mangi.

Ponieważ mamy do czynienia z tytułem poświęconym licealnej miłości, z pewnością warto zwrócić uwagę na fakt, iż „Miłość wśród kwiatów wiśni” jest pozycją poważniejszą od wspomnianych już przeze mnie „Girl Friends”, czy też wielu wydawanych na naszym rynku shoujo. Przede wszystkim odpowiada za to główna para tej mangi, Hitomi i Nana. O ile na początku ich historia skupia się na wyznaniach oraz odwzajemnieniu uczucia, o tyle z czasem w ich związku narasta seksualne napięcie, które autorka oddaje w doprawdy znakomity sposób. Nie oszukujmy się, zabierając się za lekturę „Miłości wśród kwiatów wiśni” spodziewamy się raczej stosunkowo niewinnego, ciepłego romansidła. Tymczasem okazuje się, że Milk Morinaga już w pierwszym rozdziale daje nam wyraźnie do zrozumienia, że przynajmniej jedna z zawartych w tym tomie historii to nie do końca rumieńce, buziaki i metoda małych kroczków. Co więcej, pod koniec muśnięty zostaje także problem tego, w jaki sposób uczucia między dwiema osobami tej samej płci mogą być odbierane przez osoby postronne. Wprawdzie jak na razie się w to nie zagłębiamy, jednak ziarenko zostało zasiane. Czy wykiełkuje, dowiemy się w drugim tomie.

Podsumowując, „Miłość wśród kwiatów wiśni” to naprawdę dobra i godna polecenia manga, która wprawdzie ma swoje lepsze i ciut gorsze rozdziały, ale nie powinna zawieść żadnego czytelnika. O tytułach takich jak ten, mówi się w końcu, że są idealne na samotne chłodne wieczory, kiedy można zwinąć się pod kocem z kubkiem herbaty w jednej ręce i przyjemną lekturą w drugiej. Dla osób gustujących w szkolnych romansach i słodko-gorzkich opowieściach o pierwszej miłości jest to niewątpliwie manga idealna.