Recenzja 2 tomu Murciélago
By: Karolina "Kirhan" Cebula (sunater) 2017.11.21


    Kuroko, uwięziona w imponującej posiadłości zaślepionego żądzą zemsty miliardera, szuka sposobu na wydostanie się z pułapki. Mając u boku świetnie władającego nożami Conrada oraz słodką Miyuki powoli prze do przodu nie robiąc sobie nic z wymyślnych i niewątpliwie morderczych mechanizmów, którymi naszpikowany został cały dom. W tym samym czasie druga poszukująca wyjścia grupa zmuszona jest się rozdzielić, przez co zarówno snajperka, jak i mistrz sztuk walki muszą liczyć sami na siebie. Jednocześnie głupiutka Hinako za wszelką cenę stara się dostać do wnętrza posiadłości aby odnaleźć Kuroko.

    Podczas gdy w pierwszym tomie „Murciélago” zafundowano nam mocną, bardzo krwawą jatkę, w drugiej odsłonie serii nie sposób doszukać się tej samej dzikości oraz pierwotnej żądzy zabijania, które przebijały przez strony poprzedniej części. Fakt ten sprawia, że dla osób, które tom pierwszy uznały za zbyt brutalny, tom drugi okaże się niewątpliwie bardziej przystępny i łatwiejszy w odbiorze. Jednocześnie czytelnicy, którym do gustu przypadła „jedynka”, mogą postrzegać jej kontynuację jako pozbawioną charakteru lub nawet nudną. Wszystko zależy od tego, czego tak naprawdę oczekuje się po tym tytule. Rozbieżność między charakterem dwóch pierwszych część serii bez wątpienia nasuwa pytanie, czego powinniśmy spodziewać się dalej i które oblicze „Murciélago” najlepiej oddaje całość mangi. Na chwilę obecną nie sposób tego stwierdzić, toteż osoby zainteresowane tym tytułem niewątpliwie muszą poczekać na wydanie kolejnych tomów, które może rzucą więcej światła na ostateczną formę tego tytułu.

    Naturalnie w historii takiej jak ta, nawet jeśli okazuje się łagodniejsza, niż początkowo sądziliśmy, nie obejdzie się bez odpowiedniej dawki brutalnej siły i odciętych kończyn. Warto jednak zauważyć, że ich liczba została zredukowana do niezbędnego minimum. Co więcej, zamiast bezmyślnego rozrywania przeciwnika na kawałki, otrzymujemy sceny walki wręcz, które bez wątpienia są milsze dla oka, niż walające się po ulicach wnętrzności. Tak przynajmniej prezentują się rozdziały „Zabójczego Party” stanowiącego większą część drugiego tomu. Nie da się jednak ukryć, że ta część historii miała w sobie potencjał, którego autor nie wykorzystał należycie. Grupa zmuszonych do współpracy przestępców, labirynt naszpikowanych pułapkami korytarzy wielkiej rezydencji, plamiące sumienie zbrodnie i wymierzana w imię zemsty kara. Zapowiadało się ciekawie, a wyszło niemrawo. To, co otrzymaliśmy można bowiem streścić bardzo krótko – ktoś biegnie, zaś w tym samym czasie ktoś inny walczy. Oto i cały sekret 5 rozdziałów „Murciélago”. Warto jednak zauważyć, że w kilku miejscach autor podsunął nam pod nos marchewkę, aby zachęcić nas do sięgnięcia po kolejny tom. Czy to wystarcza? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

    Tym bardziej, że przy ostatnich rozdziałach tego tomu, „Zabójcze Party” stanowi mniejsze zło. Autor kończy bowiem swoją mangę bezkrwawo i humorystycznie, skupiając się w dużej mierze na osobie Hinako. Wyobraźcie sobie tę naiwną i niemądrą dziewczynę w roli detektywa poszukującego zboczeńca kradnącego damską bieliznę. Fakt, może być zabawnie, ale raczej nikt nie spodziewa się czegoś ambitnego i szczególnie porywającego. Interesująco nie zapowiada się także część tomu poświęcona porwaniu małej dziewczynki i zbieraniu ekipy dzieciaków do opieki nad nią. Wątek ten na pewno będzie kontynuowany w tomie trzecim, jednak ciężko na chwilę obecną stwierdzić na ile zostanie rozwinięty i czy wart jest uwagi. Ponadto w tomiku znajduje się raczej słaby bonus, który z pewnością nie uczyni z nas zagorzałych zwolenników serii.

    Podsumowując, drugi tom „Murciélago” dla niektórych czytelników może okazać się kubłem zimnej wody, gaszącym płomień rozniecony przez poprzednią część mangi, dla innych zaś będzie stanowił obietnicę przyjemniejszej i mniej krwawej lektury w przyszłości. Na chwilę obecną tytuł ten jest jednym wielkim znakiem zapytania. Sądzę jednak, że warto przekonać się, co kryją kolejne tomy serii i którą drogę obierze autor – tę cięższą i krwawą, czy też lżejszą i bardziej humorystyczną.