Recenzja Mangi "Pieta"
By: Karolina Cebula (sunater) 2018.07.01


Sahoko Higa zaledwie przed kilkoma miesiącami przeniosła się do nowego żeńskiego liceum, gdzie wraz z początkiem nowego roku szkolnego jej ścieżki zaczynają coraz częściej krzyżować się ze ścieżkami popularnej, choć zimnej jak lód Rio Sakaki. Chociaż o nieprzystępnej Rio bezustannie krążą liczne plotki, nikt tak naprawdę nie ma pojęcia, z czym dziewczyna musi się zmagać każdego dnia. Od dziecka nienawidzona przez macochę i wyniszczana psychicznie, Rio wielokrotnie myślała o samobójstwie znajdując ukojenie w samookaleczaniu. Nawet teraz, będąc u progu dorosłości, dziewczyna wciąż musi walczyć o prawo do życia z macochą oraz ze swoją psychiką. Niespodziewaną pociechę odnajduje w związku z Sahoko, za którą ciągną się jej własne demony. To, co narodziło się między tą dwójką z pewnością jest wyjątkowe i kojące dla obu stron, ale czy wystarczy, aby stawić czoła przeszłości i poskładać w całość rozsypane w drobny mak życie?

„Pietà” to bez wątpienia tytuł jakiego na naszym rynku ze świecą szukać. Nie jest to bowiem słodka, niewinna historia szkolnej miłości, w której jedynym zmartwieniem bohaterek jest ukończenie edukacji oraz przejście od przyjaźni do związku, ani też luźna opowieść o niespodziewanym odnalezieniu wielkiej miłości. Nanae Haruno skupiła się w ogromnej mierze na dwóch kluczowych dla tej mangi elementach, z których pierwszym jest przedstawienie różnorodności ludzkich charakterów. Znajdziemy tu zarówno słabego, ogarniętego wątpliwościami i pozwalającego sobą manipulować ojca, silną, bezwzględną i pozbawioną litości macochę, złamaną, niezwykle kruchą, wyniszczoną psychicznie nastolatkę, jak i pełne dobrych chęci i miłości małżeństwo, kochającą i gotową do pomocy ciotkę oraz próbującą odnaleźć się w swoim nie do końca zwyczajnym życiu młodą kobietę. Drugą niezwykle istotną częścią składową fabuły jest ludzki dramat i spustoszenie jakie sieje w życiu jednostki. Pod tym względem „Pietà” niewątpliwie niesie ze sobą ogromny psychologiczny ciężar. Nie chodzi jednak bezpośrednio o wydarzenia, jakie mają tu miejsce, jako że tych jest raczej niewiele, ale o ich znaczenie dla bohaterek. Wszystkie one skupiają się bowiem nie na aspektach fizycznych, ale na psychice. Tak jak wzajemna bliskość Rio i Sahoko wydaje się nie mieć na celu niesienia przyjemności, ale oferuje komfort psychiczny i ukojenie nerwów, tak wszystkie negatywne wydarzenia wyniszczają bohaterki mentalnie. Najsilniej odczuwa to Rio, której codzienność stanowi bezustanna walka z myślami samobójczymi, koszmarami, samotnością, świadomością bycia nienawidzoną i niechcianą przez ludzi, którzy powinni być jej rodziną, a nie wrogami.

Mam jednak wrażenie, że położenie nacisku na dramat oraz aspekty psychologiczne odbyło się kosztem uczuć, które zostały okrojone do minimum. Wprawdzie wiemy, w większym bądź mniejszym stopniu, z jakim psychicznym ciężarem muszą zmagać się bohaterki, w szczególności Rio, jednak nasz wgląd w ich myśli i serca jest bardzo okrojony. Tak naprawdę nie mamy pojęcia, co dokładnie czują względem innych osób oraz siebie nawzajem. Kogo kochają, lubią, nienawidzą, kto jest im obojętny, komu są za coś wdzięczne, a kto je zawiódł? Czym się interesują, co je nudzi, co sprawia im radość lub smutek? Czytelnik nie wie nawet, co dokładnie łączy Rio i Sahoko. Miłość, wzajemne zainteresowanie, pożądanie, przyjaźń, chęć rozerwania się, potrzeba czyjejś bliskości? Emocji targających bohaterkami w dużej mierze musimy się domyślać, a miejscami pozostaje nam tylko snucie teorii, których prawdziwość jest dla nas jak na razie niewiadomą.

Myślę, że w tym miejscu wypada poświęcić chwilę samemu tytułowi tej mangi oraz jego odniesieniu do treści. Po pierwsze, z języka włoskiego słowo pietà oznacza litość. W kontekście przedstawionej przez Nanae Haruno historii możemy odnieść je do bohaterów, których z łatwością podzielimy na dwie grupy – tych, którzy do litości są zdolni oraz tych, którzy w gruncie rzeczy jej w sobie nie mają. Najistotniejsze jest chyba jednak to, że najwięcej miejsca zajmuje tu przede wszystkim bezlitosny sposób traktowania Rio przez macochę oraz obojętność ojca. To jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej, jaką jest kryjąca się w tytule tej mangi ironia. Albowiem najważniejsze znaczenie tego tytuły wydaje się kryć w kojarzonym przez większość czytelników odniesieniu pojęcia pietà do sztuki i wiążącym się z przedstawieniem Matki Boskiej trzymającej w ramionach martwe ciało Jezusa. Maryja jest tu symbolem kochającej, cierpiącej matki, która straciła syna. Tymczasem w mandze ukazany zostaje nam obraz rodzicielki, a dokładniej mówiąc macochy, która za wszelką cenę pragnie nakłonić pasierbicę do popełnienia samobójstwa, które byłoby kobiecie na rękę. Co więcej, Maryja uznawana jest za matkę wszystkich wierzących, podczas gdy macocha Rio nie troszczy się o nikogo poza swoimi własnymi dziećmi. Tym, co jednak łączy oba te obrazy jest niewinna, „czysta” ofiara: w przypadku rzeźby – Jezusa; w mandze – Rio.

Co się tyczy warsztatu artystycznego Nanae Haruno, jest on bardzo charakterystyczny, raczej prosty, pozbawiony upiększeń i licznych szczegółów, ale co najważniejsze, wyróżniający się czymś, co nazwałabym „podwójnymi konturami” - na pierwszą dosyć cienką linię tuszu nachodzi kolejna, równie cieniutka, pogrubiająca pierwszy kontur lub odbiegająca od niego na około 1 milimetr. Całość wygląda dzięki temu bardzo interesująco i całkiem starannie. Dodając do tego przejrzyste, zdominowane przez biel i szarość kadry, otrzymujemy mangę, która wielu osobom na pewno skojarzy się z mangową klasyką, co zdecydowanie przemawia na korzyść tego tytułu.

Na koniec chciałabym jeszcze zwrócić uwagę na jeden fakt, którego nie potrafię pominąć. Chociaż w przypadku mangi nie lubię wypowiadać się w temacie tłumaczenia czy języka, jako że zupełnie nie znam japońskiego i nie mogę dla porównania posłużyć się tekstem oryginalnym, to tym razem czuję, że muszę napisać kilka słów. Chodzi mianowicie o to, że podczas lektury miejscami dialogi wydawały mi się bardzo sztywne i wręcz sztuczne, co naprawdę rzucało się w oczy. Było to dla mnie na tyle irytujące, że czytając zatrzymywałam się na kilka chwil, krzywiłam, czytałam kłopotliwy fragment ponownie, krzywiłam się kolejny raz i dopiero wtedy kontynuowałam przerwaną lekturę. Nie jestem w stanie określić na ile jest to wadą tłumaczenia, a na ile oryginału, jednakże myślę, że pewne szczegóły warto mieć na uwadze i to jest właśnie jeden z nich.

Podsumowując, mimo swoich drobnych wad, „Pietà” jest tytułem, który naprawdę powinien poznać każdy zwolennik yuri oraz shoujo-ai, a także miłośnicy psychologicznych mang josei, którym nie przeszkadza wątek lesbijski. „Pietà” jest historią inną niż wszystkie dotąd wydane na naszym rynku, poruszająca, cechująca się dużą dozą dramatu i głębi, obracająca się wokół problemów rodzinnych oraz psychicznych. Ten tytuł po prostu łapie czytelnika za serce i wywołuje ciarki. Osobiście uważam, że jest to jedna z najlepszych mang wydanych na naszym rynku.