Recenzja 6 tomu „Murciélago”
By: Karolina Cebula (sunater) 2018.08.05

   Pierwszym, na co na pewno należy zwrócić uwagę recenzując szósty tom „Murciélago” jest bardzo popularny w niektórych gatunkach mang i pojawiający się także tutaj problem „gwałtu z miłości”. Uważam, że wypada to zaznaczyć, jako że wśród czytelników tej serii znajdą się zarówno osoby, którym nie będzie to szczególnie przeszkadzać, jak i takie, które z tego właśnie powodu postanowią wcale po tę część nie sięgać i prawdę powiedziawszy, niewiele przez to stracą. Autor potraktował temat bardzo pobieżnie, skupiając się przede wszystkim na wymuszonym przemocą akcje seksualnym, co sprawia wrażenie, jakby oczekiwał, że coś podobnego będzie „kręcić” jego czytelnika. Jako że nie rozwinął ani problemu gwałtu samego w sobie, ani też uczuć, które do niego doprowadziły, całość jest bardzo płytka i wręcz wulgarna. Pojawia się wprawdzie kilka słów na temat miłości, możemy też domyślać się bardzo szczególnego zainteresowania jednej bohaterki drugą, ale w gruncie rzeczy chodzi po prostu o przemoc z bardzo niewyraźnym, ale jednak istniejącym motywem, który jeśli już jest obecny to powinien zostać lepiej przedstawiony. Nie chodzi o usprawiedliwienie gwałtu, czy o zmniejszenie jego powagi, a jedynie o poważniejsze potraktowanie tematu. Może przesadzam, ale czy to normalne, że w jednym tomie, w którym celem protagonisty nie jest złapanie seryjnego gwałciciela, pojawiają się aż trzy siłą rozdziewiczone dziewczyny.

    Yoshimurakana zdecydowanie lepiej poradził sobie z mniej wymagającym problemem, jakim jest mobbing i chuligaństwo w szkole. Poruszenie tego zagadnienia uważam za zaletę tomu, ponieważ ze wszystkich dotąd przedstawionych w serii tematów, ten wydaje mi się najbliższy szerokiemu gronu czytelników. W końcu każdy z nas chodził kiedyś do szkoły i z agresywnym zachowaniem jednych uczniów wobec innych mógł mieć styczność. Jest to także problem bardzo uniwersalny i aktualny, co również przemawia na korzyść tej części „Murciélago”. Co więcej, mam wrażenie, że właśnie ten temat najbardziej odpowiada atmosferze całej serii, ponieważ nie wiąże się ściśle z uczuciami, których prezentacja w tym tomie nie była konikiem autora, a jedynie z przemocą i brakiem empatii. W ten sposób Yoshimurakana miał nie najgorszą wymówkę aby skupić się na momentach bezmyślnej brutalności oraz odbieraniu życia, bo czymże byłoby „Murciélago” bez kilku trupów.

    Na koniec warto zauważyć, że autor cały szósty tom serii wydaje się tworzyć na fundamencie powiedzenia, że okazja czyni złodzieja. Pokazuje bowiem, jak niewiele trzeba, aby człowiek poddał się destrukcyjnej sile. Z jednej strony w mandze zaprezentował skłonności do brutalnych, agresywnych zachowań będące żyzną glebą dla zabójstw oraz planów zabójstwa, a w dalszej kolejności przedstawił wachlarz pchających do popełnienia zbrodni motywów, jak chociażby miłość, zazdrość, zwykła nienawiść, chęć ratowania własnej skóry. Do tego wszystkiego dodał ludzkie możliwości i zapędy, zachętę z zewnątrz oraz łatwość dostępu do środków pozwalających na realizację planu. Krótko mówiąc, stworzył grupę postaci idealnie pasujących mu na morderców, którym dał do ręki narzędzia umożliwiające, a nawet zachęcające do dania upustu najmroczniejszym ludzkim pragnieniom. Czy wykazał się przy tym pomysłowością i oryginalnością? Nieszczególnie.

    Podsumowując, szósty tom „Murciélago” niewątpliwie można uznać za jeden z bardziej kontrowersyjnych i miejscami pozbawionych dobrego smaku. Historia nie zachwyca i nie należy do najciekawszych, chociaż ma swoje dobre strony. Zapowiadało się interesująco, wyszło raczej przeciętnie, a momentami odpychająco. Wprawdzie tomik czyta się niezwykle szybko, jednak fajerwerków nie ma, toteż wątpię aby czytelnik chciał wracać do tej części serii. Mi osobiście szósta odsłona „Murciélago” nieszczególnie przypadł do gustu, ale liczę na to, że kolejne będą zdecydowanie lepsze.