Pieta tom 2 - recenzja
By: Karolina Cebula (sunater) 2018.10.17


    Po bogatym w wydarzenia i dramaty oraz rozbudowanym pod względem psychologicznym pierwszym tomie „Piety”, Nanae Haruno zdecydowanie zwalnia tempa. Skupia się bowiem na zamknięciu wszystkich wymagających tego wątków oraz ostatecznym zakończeniu przedstawionej przez siebie historii. Z tego też powodu, drugi tom mangi różni się znacznie od pierwszego między innymi pod względem klimatu, w jakim jest utrzymany. Chociaż miejscami, a w szczególności w pierwszej połowie tego tomu, autorka nadal kładzie nacisk na obecne w mandze elementy dramatu, to jednak całość jest o wiele lżejsza i wydaje się bardziej romantyczna, niż w przypadku pierwszej odsłony tej dwutomówki. Muszę jednak zaznaczyć, iż nie chodzi tu wyłącznie o romantyzm w kontekście relacji między głównymi bohaterkami. Posługując się chociażby małżeństwem terapeutów, które zajmuje w życiu Rio niezwykle istotne miejsce, autorka nadaje wyjątkowości i niemal magii zarówno dziewczynom, jako jednostkom poprzez podkreślenie ich wrażliwości na otaczający je świat, jak i temu, co wspólnie tworzą. Sposób, w jaki zostały przedstawione przypomina bowiem jednoskrzydłe anioły, które choć wyjątkowe same w sobie, mogą unieść się w powietrze tylko obejmując siebie nawzajem. I tak, Rio i Sahoko aby żyć i być szczęśliwymi potrzebują jedna drugiej, jako że to, co odróżnia je od innych osób uniemożliwia im samodzielne funkcjonowanie.

W tym też kontekście, Nanae Haruno wydaje się w pewnym stopniu kłaść nacisk na związek między bohaterkami oraz jego dalszą budowę. Warto jednak zauważyć, iż podczas kiedy w pierwszym tomie dosyć wyraźnie nakreśliła łączącą dziewczyny intymną relację, teraz, w myśl wypowiedzi Sahoko, którą znajdujemy w tej części „Piety”, stara się nie szufladkować tego, co łączy jej bohaterki. W tej samej scenie Sahoko opisuje siebie jako dziewczynę, przyjaciółkę matkę i pokrewną duszę Rio, co również znajduje swoje odbicie w sposobie, w jakim autorka ukazuje relację tej dwójki. Co więcej,w tym tomie duży nacisk został położony również na uczucia łączące dziewczyny, jako na element terapii, niemal lek pozwalający dojść do siebie, stanąć na nogi, odnaleźć równowagę w życiu, które dotąd nie przedstawiało sobą szczególnej wartości. Rio i Sahoko zmieniają się dzięki sobie nawzajem, bezustannie zacieśniają łączące je więzi, jak również dopełniają się pod każdym względem. Wszystko to niewątpliwie podkreśla wspomniany już przeze mnie wcześniej romantyzm tego tomu.

    Nanae Haruno nie zbacza jednak do końca z wcześniej obranej drogi i ponownie uchyla przed nami wrota do lepszego i dogłębniejszego poznania psychiki swoich bohaterów. Z jednej strony oferuje nam bowiem wgląd w swojego rodzaju „odrodzenie” walczącej z depresją Rio oraz Sahoko, która zmaga się z trudnymi do zidentyfikowania i nazwania problemami. Z drugiej zaś strony ukazuje nam niewątpliwie pogłębiające się szaleństwo macochy Rio oraz kolejny raz podkreśla bierność ojca dziewczyny. Nie da się jednak ukryć, że w porównaniu z poprzednim tomem, druga odsłona mangi wypada raczej blado pod kątem psychologicznego zaplecza. Mam wrażenie, że autorka w dużym stopniu pozwoliła sobie na ubarwienie przedstawionej tu historii trochę wydumanymi teoriami, które raczej nie mają swojego odbicia w psychologii i służą wyłącznie barwniejszemu i bardziej wyjątkowemu ukazaniu Rio i Sahoko, co sprawia, że manga w pewnym stopniu traci część głębi, jaką dotąd posiadała.

    Podsumowując, „Pietà” to krótka, gdyż zaledwie dwutomowa manga, która bezsprzecznie kryje w sobie ogromne pokłady treści. W drugim tomie autorce niewątpliwie udało się zawrzeć o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, jednak pozwoliła sobie na ubarwienie przedstawionej tu historii w sposób raczej przesadny, przez co do pewnego stopnia odeszła od wcześniejszego, silnie psychologicznego oblicza tego tytułu. Nie ukrywam, że manga wiele na tym straciła, ale nadal jestem przekonana, że naprawdę warto po nią sięgnąć.