Recenzja 7 tomu „Murciélago”
By: Karolina Cebula (sunater) 2018.10.24


    Myślę, że podaruję sobie zbędne wstępy i od razu przejdę do rzeczy, jako że po raz pierwszy od kiedy rozpoczęłam swoją przygodę z „Murciélago” mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że jestem naprawdę zadowolona z tego, co zaoferował mi Yoshimurakana. Albowiem w siódmym tomie swojej mangi, autor zbiera możliwie największą liczbę postaci, z którymi mieliśmy już do tej pory styczność, co już samo w sobie oznacza, że przyszykował on dla nas coś wyjątkowego, jakąś większą intrygę. Nie ukrywam, że działa to zdecydowanie na korzyść tej części serii. To jednak nie wszystko, jako że tym, co uważam za najjaśniejszy punkt tego tomu oraz wyraźny wskaźnik poziomu przedstawionej w nim historii, jest fakt, iż kolejny raz do pracy zostali zaprzęgnięci wysoko postawieni pracownicy policji. Podobnie jak miało to miejsce poprzednio, także i teraz ich pojawienie się w „Murciélago” sprawia, że robi się naprawdę interesująco, gdyż fabuła nie kreci się już tylko wokół czystych morderstw, ale zostaje wzbogacona o wątek kryminalny.

    A skoro wspomniałam co nieco o fabule, należy zauważyć, iż niewątpliwie czymś nowym w „Murciélago” jest wprowadzenie antagonisty, którym jest nie jeden człowiek, ale cała organizacja, dzięki czemu historia przedstawiona w tym tomie jest nie tylko ciekawsza i poniekąd bardziej ambitna, ale przede wszystkim także bardziej złożona. Dotychczas autor skupiał się bowiem na potrzebie unicestwienia lub spacyfikowania jednostki, co w większości przypadków nie wymagało od głównej bohaterki przesadnego nakładu pracy. Tym razem starcia toczą się jednak na kilku frontach, toteż zaangażowana w sprawę jest nie tylko Kuroko, ale także cała policja, a do zwykłych zabójstw dochodzi również zagrożenie użycia broni chemicznej. Ponadto, lider „Ousenkai” nie jest tutaj jedynym, który stanowi zagrożenie, toteż zarówno Kuroko, jak i policja muszą mieć oczy szeroko otwarte, aby móc pozbyć się możliwie jak największej liczby niebezpiecznych członków organizacji oraz dotrzeć do samego jej serca. Wszystko to bezsprzecznie działa na korzyść tego tomu serii.

    Zadajmy sobie jednak pytanie, czym byłoby „Murciélago” bez nowych bohaterów stojących po stronie protagonistki? Yoshimurakana zadbał aby „tradycji” stało się zadość i także w tym tomie wprowadza do historii nową twarz, starą znajomą Kuroko. Jedno trzeba jednak w tym miejscu przyznać – pod względem kobiet, z którymi jest skłonna pójść do łóżka, nasza morderczyni do wybrednych na pewno nie należy. Ran Sabiura, jako że o niej mowa, bezsprzecznie różni się od innych kobiet i młodych dziewcząt, z którymi mieliśmy do tej pory do czynienia. Zazwyczaj autor zasypywał nas w pewnym stopniu atrakcyjnymi dziewczynami, nierzadko z pokaźnym biustem, teraz jednak zaprezentował nam żeńskiego terminatora. Przyznaję, że wprowadzenie do tej historii takiej, a nie innej postaci kobiecej pobudza ciekawość czytelników, chociażby dlatego, że mamy do czynienia z mistrzynią podziemnych sztuk walki. Możemy więc domyślać się, że w całej tej historii Ran Sabiura ma do odegrania rolę trochę większą niż dotychczasowa.

    Na koniec kilka słów chciałabym również napisać na temat dwóch niewielkich pobocznych rozdziałów, które znajdują się na początku i końcu tego tomu. Jako że są one naprawdę lekkie i całkiem przyjemne, można sądzić, że ich głównym celem jest zaoferowanie czytelnikom odskoczni od głównej historii, która nie pozostawia raczej wiele miejsca na wplecenie w nią luźnych, humorystycznych, czy też erotycznych wątków. Myślę, że za plus tych dwóch rozdziałów można uznać również to, że spełniają także dodatkowe funkcje – informacyjną oraz rozrywkową. Pierwszy z nich rzuca bowiem trochę światła na nieobecność w ostatnich tomach jednej z dosyć istotnych w życiu Kuroko postaci, a mianowicie Chiyo, drugi zaś jest po prostu drobnym erotykiem yuri. Nie są one wprawdzie szczególnie ambitne, ale tego raczej mogliśmy się po nich spodziewać, więc powodów do narzekania raczej mieć nie możemy.

    Podsumowując, siódmy tom „Murciélago” bez wątpienia uważam za najlepszy z dotychczas wydanych. Rozpoczęta przez autora historia jest nie tylko interesująca, ale także na tyle złożona, że naprawdę rozbudza naszą ciekawość. Co jednak najważniejsze, uwzględnia potrzebę współpracy wielu osób, dzięki czemu nie kręci się tylko wokół niezwyciężonej Kuroko. Krótko mówiąc, ten tom naprawdę zachęca nas do sięgnięcia po „Murciélago” po raz kolejny i sprawia, że nie możemy doczekać się następnej odsłony tej serii.