Recenzja 9 tomu Murciélago
By: Karolina Cebula (sunater) 2019.01.20


    W pewnym stopniu Yoshimurakana wynagradza nam jednak pozbawione polotu zakończenie „Sakury niepamięci”, wyraźnym powrotem do typowych dla siebie „puzzli”, którymi są w tej części liczne odniesienia do drugiego tomu serii. Zacznijmy od tego, że w tej odsłonie „Murciélago” o wiele wyraźniej niż dotychczas, autor daje nam do zrozumienia, że z postacią małej, głupiutkiej Hinako wiąże się większa tajemnica, którą niedługo przyjdzie nam odkryć. Co ciekawe, po raz pierwszy dał nam to do zrozumienia właśnie w drugim tomie, który wydaje się odgrywać teraz bardzo istotną rolę. Tak się bowiem składa, że kolejnym interesującym nawiązaniem do początków serii jest postać tajemniczego mężczyzny z amnezją, którego tożsamości mogliśmy domyślić się już w tomie ósmym, kiedy to przypomniał sobie Hinako. Tym bardziej, że jego los był nam nieznany od wspomnianego drugiego tomu, kiedy to po prostu „zniknął z naszych radarów”. Tym samym, nasze „puzzle” zostały już niemal w pełni ułożone, toteż na koniec autor przestaje się z nami bawić i stawia sprawę jasno – wracamy do historii rezydencji skąpanej we krwi przestępców, której wątek nie został do tej pory całkowicie zamknięty.

    Przyznaję, że dosyć ciekawym i jak dla mnie zaskakującym elementem rozpoczętej w tym tomie kolejnej historii jest pojawienie się w niej mechów. Wprawdzie nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest to tylko chwilowy motyw, który zniknie równie szybko, jak się pojawił, niemniej cieszę się, że autor zdecydował się na ten krok i wprowadził do „Murciélago” technologię mechów bojowych, nad którą w świecie mangi najwyraźniej trwają właśnie prace. Nie ukrywam, że od wielu lat mam do ogromną słabość do tego motywu, toteż Yoshimurakana sprawił mi naprawdę wielką radość, a co więcej, zdołał w moich oczach uratować dziewiąty tom swojej serii. Ta odsłona „Murciélago” pozostawia bowiem wiele do życzenia, jednak mechy robią swoje i nie jestem w stanie skreślić tego tomu całkowicie, gdyż ma on swoje dobre strony.

    Na koniec chciałabym napisać kilka słów na temat budowy tego tomu serii, jako że podczas lektury wyraźnie rzuca się ona w oczy. Nie sposób ukryć, że dziewiąta część „Murciélago” jest w ogromnej mierze zlepkiem rozdziałów, które nie tworzą jednolitej całości, ale przypominają zbiory, które po prostu w pewnym miejscu na siebie nachodzą, tworząc większą lub mniejszą część wspólną. Albowiem jedna historia zostaje zamknięta, aby między nią, a kolejną pojawił się rozdział niewnoszący zupełnie nic nowego do fabuły. Mało tego, wprowadzenie do kolejnej odsłony serii jest zwyczajnie oderwane od prezentowanej nam dotychczas rzeczywistości. Na koniec zostajemy uraczeni dodatkiem, który wydaje się mieć nijak do przedstawionych w tej części wydarzeń oraz równie oderwanym od tego tomu bonusem. Wszystko to wydaje się być tak nieskładne i niepasujące do siebie, że czytelnik zaczyna się zastanawiać, po co w ogóle podobne rozdziały pojawiły się w tym tomie.

    Podsumowując, dziewiąty tom „Murciélago” może pochwalić się kilkoma interesującymi motywami, które przemawiają na jego korzyść, jednak wady i niedociągnięcia tej części serii są znaczące i nie sposób ich zignorować. Na pewno nie jest to najlepszy tom, jednak do najgorszych również nie należy, toteż warto dać mu szansę. Tym bardziej, że jest on zakończeniem jednej historii i początkiem kolejnej, toteż czytając „Murciélago” nie można go pominąć.