Recenzja dwunastego tomu „Murciélago”
By: Karolina Cebula (sunater) 2019.08.25



 kontynuuje historię rozpoczętą w poprzedniej części serii, wielkimi krokami zbliżając się do jej zakończenia, jednak nie osiągając jeszcze punktu kulminacyjnego. Fabuła skupia się głównie na rozwiązaniu niewątpliwie ciekawej zagadki, wokół której budowana jest historia przedstawiona w „Mistrzu Miecza”, co niestety następuje bardzo szybko. Nie ukrywam, że część osób na pewno już czytając poprzedni tom „Murciélago” zaczęła domyślać się, w jakim kierunku autor może pchnąć tę opowieść. Yoshimurakana wybrał interesujące i naprawdę pasujące do klimatu tej historii rozwiązanie zagadki mordercy, co stanowi ogromną zaletę tego tomu, chociaż nie zaskakuje nas szczególną oryginalnością. Warto jednak nadmienić, że autor wzbogacił ten element fabuły odrobiną motywu paranormalnego oraz zagadki związanej z pozornie mało znaczącym szczegółem, który może okazać się kluczowy w kolejnym tomie. Tym samym, „Mistrz Miecza” nadal może nas zaskoczyć. Czy tak właśnie będzie? O tym przekonamy się w kolejnej odsłonie serii.

Prawdę mówiąc, dwunasty tom „Murciélago” został skonstruowany w dosyć interesujący sposób, ponieważ z jednej strony dzieje się tu wiele, z drugiej zaś niemal nic. Jak to w ogóle możliwe? Otóż, przedstawiona w tej części historia składa się niejako z dwóch płaszczyzn. Po pierwsze, obserwujemy wydarzenia rozgrywające się w teraźniejszości, które opierają się na rozwinięciu kilku podstawowych punktów fabuły – znalezienie wskazówki, dotarcie do przestępcy, poznanie jego historii, walka. W tym wypadku ma się ochotę użyć określenia „aż tyle i tylko tyle”, jako że sposób, w jaki większa część wymienionych elementów zostaje przedstawiona pozostawia wiele do życzenia. Plusem jest tu jednak fakt, iż historia może nas od czasu do czasu czymś zaskoczyć. Drugą, zdecydowanie ciekawszą płaszczyznę budowy tego tomu stanowi przeszłość osoby odpowiedzialnej za zabicie mistrzów miecza. To właśnie ta część historii należy do najbardziej rozwiniętych, szczegółowych i bogatych w treść, to ona nadaje tej odsłonie „Murciélago” głębi. Nie trzyma nas jednak w napięciu i nie ma szczególnego wpływu na akcję. Czytając ten tom mamy czasami wrażenie, że przecieka nam on przez palce.

Dzięki wspomnianemu powyżej, dobrze rozwiniętemu wątkowi przeszłości poszukiwanego przez policję i Kuroko mordercy, ten tom „Murciélago” może pochwalić się bardzo interesującym i dobrze przedstawionym zapleczem psychologicznym. Już pierwsze rozdziały „Mistrza Miecza” pozwalały nam wierzyć, że Yoshimurakana sprezentuje swoim czytelnikom dobrze skonstruowaną pod tym względem historię. Po przeczytaniu tej odsłony serii z całą pewnością mogę stwierdzić, że naprawdę mu się to udało. Co ważniejsze, wykazał się dużą oryginalnością, kiedy to pozwolił nam na wgląd w psychikę mordercy oraz na śledzenie z jego perspektywy istotnych dla prowadzonej przez Kuroko sprawy wydarzeń z przeszłości. Nie byłoby w tym niczego szczególnego, gdyby nie fakt, że jest to sytuacja dosyć wyjątkowa właśnie ze względu na poszukiwanego przez policję szermierza – zabójcę. Aby w pełni zrozumieć istotę takiego podejścia do tematu, musicie sami sięgnąć po tę mangę, ponieważ jeśli zdradzę Wam jakiekolwiek konkrety, odbiorę Wam tym całą radość czytania tego tomu, a na to nie mogę pozwolić.

W kilku słowach chciałabym jeszcze wspomnieć o bohaterach pobocznych oraz tych, którzy znajdują się w tle przedstawionej tu historii. Pod tym względem autor realizuje znany nam już doskonale schemat. Z jednej strony, znajdziemy tu bowiem mały „przegląd” postaci, które pojawiły się w serii do tej pory, z czego niektórym z nich poświęconych zostaje dosłownie kilka mało znaczących kadrów. Z drugiej zaś strony, Yoshimurakana wprowadza nowe, męskie postaci, które służą mu tylko za mięso armatnie, bo przecież czyjąś krew przelać trzeba. Jeśli więc o to chodzi, nie spodziewajcie się po dwunastej części „Murciélago” niczego nowego. Auror idzie w zaparte i kurczowo trzyma się swojego wzorca postępowania, gdzie męski trup ściele się gęsto, zaś harem Kuroko w każdej chwili może się powiększyć o nowe, atrakcyjne buźki.

Podsumowując, dwunasty tom „Murciélago” możemy zaliczyć do naprawdę interesujących i nie najgorzej budowanych części serii. Historia w nim przedstawiona czasami nas zaskoczy, innym razem będzie podążać łatwą do przewidzenia ścieżką, jednak najważniejsze jest to, że na pewno nas nie znudzi. Osobiście uważam, że jest to bardzo dobra, chociaż nie idealna część, którą naprawdę warto przeczytać.