portal
encyklopedia

WYDAWNICTWO THE COLD DESIRE

WYDAWNICTWO YUMEGARI

Comixgrrrlz - komiks kobiecy

WYDAWNICTWO JPF

WYDAWNICTWO WANEKO

WYDAWNICTWO DANGO

WYDAWNICTWO STUDIO JG


Insomniadub

Shima Shop

Wishtown

Anime.com.pl

Antologia mang Yuri - recenzja
Autor: GRS | Dodał: GRS | Data: 09 sierpień 2014 | 1618 odsłon
Tagi:   recenzja   antologia_mang_yuri_tom_1   the_cold_desire    
Recenzja antologii mang yuri opublikowanej w Polsce przez wydawnictwo The Cold Desire.

 

 

Serce roście, patrząc na te czasy… - tak, cytując poetę, można by opisać uczucia polskiego fana yuri w 2014 roku. Dostaliśmy klasykę gatunku – „Mój drogi bracie…” od J.P. Fantastica, nowiutkie shoujo-ai „Kwiat i Gwiazda” od Waneko, zapowiedziano jeden z większych hitów yuri ostatnich lat – „Girlfriends” od Studia JG. Z anime jest także nieźle – tylko w tym roku pojawiły się „Sakura Trick”, „Inugami-san to Nekoyama-san”, „Akuma no Riddle”, zaś na koniec roku zapowiedziano oavkę do „Yuruyuri”. W ten liliowy festiwal przebojów nieco ciszej wpisało się też wydawnictwo The Cold Desire, fundując pierwszą w dziejach antologię polskich komików o tej tematyce.

Efektowna, intrygująca okładka raczej zachęca do lektury. Co prawda, można się spierać nad sensem użycia tu słowa „manga”, bo wszak mamy do czynienia wyłącznie z produktami made in Poland, jednak to dyskusja tyleż akademicka co i jałowa, bo ile stron konfliktu – tyle i opinii. Ciekawostką są tu znaczki ostrzegające na tylnej stronie okładki, powiadamiające, iż mamy do czynienia z przemocą, przekleństwami i miłością lesbijską, co, zdaniem wydawcy, adresuje zbiorek do czytelnika mającego więcej niż szesnaście lat. Pamiętając o tym, że polskie prawo nic na ten temat nie mówi, można się tu uśmiechnąć, ale jak widać, widmo „Uwagi” wciąż krąży na polskim rynkiem, choć minęło już od tego czasu kilkanaście lat. W mandze znalazłem ponadto zakładkę z całkiem ładnie namalowaną grafiką, choć znowu – po jednej stronie mamy dwie panie, po drugiej zaś – dwóch panów (którzy do zbiorku komiksów yuri pasują jak pieść do nosa…).

Po otwarciu zwraca uwagę papier – nieco niższej jakości niż ten powszechnie spotykany w mangach wydawanych nad Wisłą, bardziej szorstki i nie tak bielutki – ale moim zdaniem to zaleta. Przyznaję, ten wszechobecny na naszym rynku fetysz superbiałego papieru czasami mnie irytuje. Cieszy także, że mamy do czynienia z zachodnim kierunkiem czytania, zaś druk jest generalnie niezły – nie jest to może najwyższy możliwy poziom, ale w moim odczuciu prezentuje się lepiej niż w np. antologiach polskich komiksów publikowanych niegdyś przez Kasen (gdyby już szukać jakiejś analogii). Klucz, jakim kierowano się, ustalając kolejność publikowanych tu  pozycji, pozostaje nieznany. W środku znalazło się siedem opowieści obrazkowych, z których dwie to miniaturki, liczące po trzy strony. Cała antologia liczy 160 stron w formacie A5. To tyle, jeśli chodzi o stronę techniczną, zajmijmy się teraz treścią zbiorku.

Antologię otwiera „Dziewczynka do zabicia” autorstwa Anny Marii „Vanitachi” Sutkowskiej, bodaj najbardziej doświadczonej, jeśli chodzi o ilość opublikowanych tytułów, autorki w tym zbiorze. Staranny, niezwykle dopracowany rysunek z bogato wypełnionymi kadrami to znak rozpoznawczy tej autorki – jednej z nielicznych w naszym kraju, która stworzyła coś, co można już nazwać własnym stylem, rozpoznawalnym momentalnie. Co prawda widać wyraźnie, że Vanitachi raczej unika bardziej dynamicznych ujęć, ale to jeszcze nie problem – kłopotem jest tu co innego. Czytając zaprezentowaną opowieść trudno się oprzeć wrażeniu, iż obcujemy z fragmentem dłuższej opowieści, wyciętym z całości i przez to nie do końca zrozumiałym. Jak na dość krótką historię, mamy tu całkiem sporo postaci i wątków, przez co trudno się oprzeć wrażeniu przeładowania. Całość przywodzi nieco na myśl realia systemu RPG „Exalted”, choć sądzę, że to raczej moje skojarzenie, bo z tego co mi wiadomo, autorka z tego rodzaju grami nie ma do czynienia. Problemem jest natomiast wątek yuri – wprowadzony jakoś tak od niechcenia, raczej na marginesie opisywanych tu wydarzeń. To pierwszy, ale niestety nie ostatni tu komiks, mający ten problem. Problemem tu są także niekiedy litery – czarne na ciemnym tle, co nie sprzyja ich czytelności. Oceniając w skali od 1 do 10, dałbym „Dziewczynce do zabicia” jakieś 7 – ocena mogłaby być wyższa, gdyby wątek yuri został należycie wyeksponowany.

„En garde”, za które odpowiedzialny jest duet autorski Rouko i Hoku, dowodzi już wyraźnie, jak bardzo zdradliwe było słowo „manga” w tytule. Kreska jest tu o wiele bliższa komiksowi europejskiemu niż temu, co znamy z kart mang. Choć szkicowa i raczej kreśląca wyraźnie jedynie pierwszy plan (a i to nie zawsze), nie jest nawet zła. Inna sprawa, że nie wszystkie rysunki są wyraźne, a ramki otaczające teksty niekiedy sprawiają wrażenie nazbyt ciasnych, połykając końcówki i ogonki liter. Docenić należy fakt, że przedstawiona tu historia dwóch królowych jest opowieścią kompletną i zamkniętą – pod tym względem jest to rzecz chyba nawet najbardziej udana w tym zbiorku. O tym, że nie wszystkim autorom sztuka ta się udała, nadmienię jeszcze w tym tekście nie jeden raz. Jeśli chodzi o ocenę, dałbym „En Garde” jakieś 5-6. Przy lepszym edytorstwie i dopracowaniu strony graficznej, może nawet dociągnąłbym tę ocenę do siódemki.

„Volatilty”, trzeci z zaprezentowanych w tym zbiorku komiksów, to dość typowa szkolna opowiastka shoujo-ai, narysowana miejscami nie do końca pewną kreską. Autorka uczciwie przyznaje, że to jej pierwszy komiks, zatem nie dziwi, że odstaje nieco od niektórych poziomem rysunku. Co więcej, zdarzają się tu błędy edytorskie, w rodzaju rozmazanego palcem rastra na stronie 80.  Z drugiej strony, widać tu pewien potencjał, autorka nie boi się bardziej dynamicznych kadrów i rysuje bardzo „komiksowo” – kto wie, może w przyszłości zaprezentuje coś bardziej udanego? Fabuła wydaje się nieco zbyt ściśnięta – pomysł jest prosty, ale niezły, mamy bohaterkę – outsiderkę, jej przyjaciółki, siostrę i kwadrat romantyczny z trzema dziewczynami i facetem. Pochwalić trzeba za w miarę zgrabne umieszczenie całej opowiastki na zarezerwowanych w tym celu stronach i w miarę konsekwentne poprowadzenie jej, aż do finału. Chociaż cała opowieść jest mocno „nastoletnia”, nie skreślałbym jej z tego powodu – wszak większość shoujo-ai eksploatuje te motywy. Niemniej, jeśli chodzi o ocenę, to nie dałbym „Volatilty” więcej niż 4 na 10.

Po trzech konkretnych opowieściach dostajemy miniaturkę „W deszczu”, za którą odpowiedzialna jest El. Stanowi ona kontrapunkt dla większości komiksów z tego zbiorku – liczy zaledwie trzy strony, dość intensywne emocjonalnie, narysowane prosto (miejscami sprawia to wrażenie pewnej niedbałości – acz chyba jednak zamierzonej). Autorka uciekła także dość zręcznie od klasycznej formuły romansu, jaka dominuje w obecnych tu opowieściach. Choć jest to bardziej przerywnik między dłuższymi formami, to trzeba przyznać, że stworzony bardzo zgrabnie, z klasą i pomysłem. Tak mniej więcej 6 na 10, bo choć pomysłowe, to jednak w pamięć nie zapada.

Druga z sióstr Sutkowskich, Agata „LLP” Sutkowska, zaprezentowała tu komiks pt. „Kobieta Niezależna”. To chyba jedna z najlepiej narysowanych rzeczy w tej antologii – kreska jest staranna i dopracowana, ale z drugiej strony, autorka jest już weteranką krajowej sceny doujinshi i nie powinno to dziwić. Dostaliśmy opowieść ciekawą, miejscami humorystyczną, miejscami poważniejszą o kobiecie, która wie, czego chce i jej drogach do realizacji własnych pragnień. To rzecz odmienna od reszty, choćby ze względu na podejście do kwestii tematyki yuri – trudno tu nawet mówić o romansie jako takim, a raczej o wzajemnym wykorzystywaniu i manipulacji. W moim odczuciu „Kobieta Niezależna” jest najlepszym komiksem w całej antologii – chociaż problemem dla niektórych może sposób, w jaki potraktowano tu temat, mający być wspólnym mianownikiem dla całości. Mocna 8 na 10, jeśli chodzi o ocenę, a gdyby było więcej yuri, to może i byłaby ocena o jeden punkt wyższa.

 „Mit o Afrodycie i Krino”, którego autorką jest Raven D. Noita, może się pochwalić dość oryginalną koncepcją fabularną, bazującą na mitach greckich. Gdyby zawarte tu komiksy oceniać jedynie na tej podstawie, ocena pewnie byłaby wysoka. Ale niestety, to jedyna dobra rzecz, jaką można o tym tytule napisać. Fabuła jest mocno chaotyczna, a rysunek bardzo nierówny – strony narysowane całkiem przyzwoicie sąsiadują tu z mocno niedopracowanymi. Czytelnik ma problemy ze zorientowaniem się, o co chodzi, kto, kogo i dlaczego, zaś cały wątek yuri zdaje się wciśnięty nieco na siłę. Generalnie, trudno się oprzeć wrażeniu, że autorka spieszyła się podczas rysowania tej opowieści. Myślę, że mogę dać temu tytułowi 3 na 10, i to głównie za pomysł i niektóre rysunki.

Wreszcie, na koniec dostajemy miniaturkę pt. „Trudny wybór” stworzoną przez Lazuli. Jest ona zapewne najbliższa ze wszystkich zaprezentowanych tu prac klasycznie japońskiemu komiksowi. W zasadzie, gdyby nie polskie znaki w dymkach, spokojnie można by uznać, że mamy do czynienia z czymś made in Japan. Jeśli zaś chodzi o treść, to jest to bodaj jedyna w tym zbiorze opowiastka wprost traktująca o seksie – i w zasadzie trudno o niej wiele więcej napisać. Takie 6 na 10, nie więcej, bo fabuły tu w zasadzie nie ma. Niestety, trzecia, ostatnia strona, jest dość wyraźnie obcięta z prawego boku, przez co prawie połowa dymka jest niewidoczna.

Przyznaję, że liczyłem chyba na trochę więcej. Może nie na to, co widziałem w wydawanych w USA antologiach z cyklu „Yuri Monogatari” (bo tam publikują autorzy z całego świata, także z Japonii), ale jednak na coś mocniejszego. Kłopot tego zbiorku polega na tym, że najlepiej narysowane w nim komiksy są jednocześnie pozycjami traktującymi tematykę yuri oględnie, jakby bojąc się potraktowania jej bardziej na poważnie i dosłownie (wyjątkiem pozostaje finałowy „Trudny wybór” – acz to miniaturka). Te zaś, które podchodzą do tematu bardziej konkretnie, nie prezentują już równie wysokiego poziomu rysunkowego. Brakuje tu przynajmniej jednej, dłuższej pracy, która łączyłaby jedno i drugie. Tak, jakby w redakcji zbiorku zabrakło osoby, która powiedziałby autorkom „Wydajemy antologię YURI, to jest wspólny mianownik, więc podkreślajcie to, zamiast spychać na dalszy plan!”. Większość tych ostrzeżeń z ostatniej strony okładki można w sumie nawet o kant stołu otłuc. Właściwie, dużo bardziej prawdziwie byłoby, gdyby tytuł zbiorku brzmiał „Antologia polskich komiksów shoujo-ai”.

Cóż, to w końcu pierwsza taka próba nad Wisłą, więc w zasadzie trudno było oczekiwać jakiegoś niesamowicie wysokiego poziomu, szczególnie, jeśli pamiętamy, że w Polsce dużo bardziej popularne jest tworzenie yaoi. Cieszy więc, że sam szklany sufit został niejako przebity i być może doczekamy się kolejnej antologii z tego cyklu (wszak na grzbiecie widnieje napis „Tom I”), tym razem bardziej dosłownie podchodzącej do tematu – choć dosłowniej wcale nie oznacza „poważniej”, bo nie miałbym absolutnie nic przeciwko większej ilości rzeczy stricte komediowych. Cena zbiorku jest raczej atrakcyjna (12.50 zł), więc każda osoba, która kolekcjonuje ciekawostki związane z obecnością yuri na naszym rynku, może zaopatrzyć się weń bez większych problemów.


| Drukuj | |

Komentarze

re:
Autor: Altena | Data: 09.08.14, 19:08

Ja zamówię Antologię dopiero przy publikacji "Marzeń", niemniej, krótko a propos nazewnictwa manga: "Skoro minister Taro Aso ustanowił International Manga Award dla twórców spoza Japonii, to chyba nie musimy ograniczać tego terminu do produkcji made in Japan."( - z wywiadu z Vanitachi.) Myślę, że to powinno raz na zawsze zamknąć ten niedorzeczny temat.


Autor: Soniasonia | Data: 12.08.14, 18:18

"Kłopot tego zbiorku polega na tym, że najlepiej narysowane w nim komiksy są jednocześnie pozycjami traktującymi tematykę yuri oględnie, jakby bojąc się potraktowania jej bardziej na poważnie i dosłownie"

To chyba ogólnie polski problem. Np. na ostatnim festiwalu filmów LGBT większość pokazywanych filmów jedynie sugerowała relacje homoromantyczne, natomiast w filmach, w których bohaterowie otwarcie mówili o homoseksualności (dokumentach o Rosji, Indiach i Kambodży) było niewiele odnośnie samych relacji i związków.


Autor: GRS | Data: 12.08.14, 19:47

No niestety. Miałem w rękach kilka edycji amerykańskiego "Yuri Monogatari" i tam stawiano częściej kropkę nad i. Było też większe rozróżnienie gatunkowe - od dramatów po komedie. U nas dominowały poważniejsze tony.


Autor: Altena | Data: 13.08.14, 10:59

Ja mam wrażenie, że to ogólnie problem tak kina jak komiksu, czy literatury. Wydawnictwa boją się wydawać coś zbyt otwarcie homoseksualnego w przesłaniu. Jest albo fanserwis dla panów - patrz "Życie Adeli", albo dramaty spoleczne gdzie lesbijka koniecznie musi zaostać albo zgwałcona na tle naprawczym, albo w inny sposób piętnowana, albo zmienić zdanie, albo chociaż umrzeć. To ostatnie przy tym jest najlepszym zakończeniem. Komiksy niestety niewiele się różnią. Przypomniał mi się niedawny, polski zresztą, film, "w ukryciu" opowiadający o homoseksualnej fascynacji Żydówki i ukrywającej ją kobiety - nie zdobyłam się na obejrzenie filmu, ale jasne było z opisów, że obie tak naprawdę są hetero, a to takie o, obsesja jakaś przejściowa. Niestety na tylko tyle póki co stać polskich twórców.


Autor: Lou | Data: 13.08.14, 11:05

Oj Alteno, właśnie udowodniłaś, że o komiksach z lesbami wiesz niewiele.


Autor: Altena | Data: 13.08.14, 13:00

A kiedyś twierdziłam, że wiem dużo? oO Ale nawet ja coś zauważę jeśli wyjdzie poza kółko fascynatów komiksów i animacji, czyli do popularnych mediów. I niestety nie zauważyłam nic - ok, możliwe, że coś przeoczyłam. Jeżeli gdzieś jest komiks, który wyszedł w ilości większej niż kilkaset egzemplarzy, był dostępny w empikach, i mówił o lesbijkach, nie bi, i ich relacha homo była pokazana w pełnej normalności, na równi z relacją hetero - to bardzo bardzo proszę o tytuł.

Bo pisałam o ogólnych trendach - strachu przed zbytnim wyeksponowaniem homoseksualności w sztuce masowego przekazu, bo zaraz będzie atak moherów etc. Ja mam z komiksami taki problem, jak Ty z naszymi antologiami. Nic jeszcze nie zaspokoiło moich oczekiwań, więc też już połozyłam na nich kreskę.


Autor: Soniasonia | Data: 15.08.14, 13:14

Altena pisała o polskim rynku, który rzeczywiście jest ekstremalnie konserwatywny. W zasadzie jedynymi komiksami lesbijskimi wydanymi u nas w nakładzie jako-tako-się-liczącym to dwa tomiki Bechdel ("Fun home" i "Are you my mother?", chociaż są one poświęcone w sumie relacjom wewnatrz rodziny autorki, a nie związkom lesbijskim) i ostatnio wydany "Braciszek" - "Kwiata i Gwiazdy" nie liczę, bo bardzo mało w nim yuri.


Autor: Lou | Data: 15.08.14, 23:04

Jeśli mówimy o polskim rynku to ok, zgodzę się, że jest słabo. Ale dlaczego? Otóż dlatego, że komiksy z homo się w Polsce nie sprzedają. Wydawanie dla garstki komiksiarzy, którzy to kupią się nie opłaca. A branża? Branża jest niezainteresowana czymś takim jak komiksy. Były plany wydania kilku innych lesbijskich i gejowskich rzeczy, ale zrezygnowano z nich właśnie na znikomą opłacalność. Sama miałam być (jako CG) współwydawcą jednego z nich.

P.S. Akurat w komiksach Bechdel lesbianizm odgrywa ważną rolę.


Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować. Zarejestruj lub zaloguj się


Web site powered by PostNuke

All characters and trademarks are property of their respective owner. 'Free Soul' copyright belongs to Ebine Yamaji. All the rest by YURI.PL TEAM.

Antologia Białej Lilii Carciphona Antologia Yuri  Antologia Yuri


wyświetl PostaPulse - Ratan..
 Alextash.. [27. Lip-10:48]
wyświetl PostaKimi Koi Limi..
 Marmolad.. [27. Cze-21:50]
wyświetl PostaKonkurs na ko..
 el [30. Mar-12:23]
wyświetl PostaFilmy
 Lou [09. Mar-22:29]
wyświetl PostaManga josei?
 Alextash.. [08. Paź-16:50]

[Wejdź na Forum]


W tej chwili nie ma żadnego użytkownika.


Nowości w encyklopedii. If This Wish Comes True